Stali bywalcy i "fish'e" w aerografii dobrze znają temat
Modele i budowa aerografów, w którym proponowałem naukę malowania aerografem na sprzętach wschodniej produkcji.
Sprzęty są tanie i owszem, ale taniość nie idzie w parze z satysfakcją użytkowania. Na forum jest dużo pytań odnośnie czyszczenia czy dokupienia tandetnych podzespołów do tandetnego sprzętu.
Pytanie jest następujące - po co?
Jeżeli chodzi o malowanie aerografem rynek w tym temacie jest obfity i nawet w Polsce (choć po wyższej cenie) można nabyć dobrej jakości sprzęt.
Pisząc o dobrej jakości zaczynają się pojawiać obrazy:
Badger
Czym różnią się produkty wymienionych firm od chińskiej tandety?
- marką - posiadają swoją nazwę modelową - każdy model ma swoje komponenty które najczęściej pasują do innych modeli - spróbujcie wpisać w googlach dla przykładu części do AB1000?
Czy coś znaleźliście?
- technologią - każda cześć została oglądnięta, zmierzona i zważona 3 razy zanim dołożono ją do korpusu, który był testowany w tunelu aerodynamicznym

oraz przeszedł testy upadków i zgnieceń
Tak na poważnie każdy podzespół dobrego sprzętu przechodzi ostrą selekcję poprzez kontrolę jakości.
Pytanie drugie brzmi: czy chińskie aerografy widziały się z kontrolerem
- jakością materiałów - najwyższej jakości stopy metali budują korpus, metale szlachetne do igły i dyszy (biorące największy udział w ruchu podczas malowania), wszystko wycięte przez maszyny CNC z najwyższych półek. Zdanie które pada po odpowiedzi na trzecie pytanie brzmi: z tego metalu produkuje się chińskie aerografy.
Pytanie jest następujące - jaki jest najtańszy metal wydobywany w Chinach
- za jakością materiałów idzie w parze - odporność - zarówno na środki chemiczne - jak i uderzenia (nie bierzcie sobie do serca że aerograf służy do rzucania - lepiej kupić sobie lotki lub bumerang). W swej szopie do malowania (

Devil laboratory

) posiadam między innymi Paasche VLS - jest to ogromna armata do malowania - ta armata spadła mi nie raz i nie 2 - zgadnijcie co?
Tak - nic się nie stało. Maluje jak malowała po zakupie, nie jest wygięta ani nawet pęknięta. Oczywiście bądźcie ostrożni w przypadku drobnego sprzętu, warto zainwestować w stojaczek i nie tracić czasu na szukanie miejsca na stole żeby się farba z kubeczka nie wylała. Druga strona medalu to odporność na chemię. Przy małych dyszkach rzędu 0,15 do 0,2 farby wodne są zdecydowanie lepsze od rozpuszczalnikowych - nie chodzi tu oto że aerograf się zepsuje czy przegryzą się oringi - po prostu pigmenty w bazach są za duże i zapychają takie maleństwo. Jednakże w aerografach powyżej 0,3 można je śmiało stosować oczywiście z dozą rozsądku rozcieńczając uprzednio. W każdym aerografie są pochowane oringi (małe, gumowe uszczeleczki), w tych dobrej jakości gołym okiem zobaczysz 1, a może nawet 0. W chińczykach jest ich całe mnóstwo, nie dość tego przecierają sie po kilku malowaniach. Aerograf staje się nieszczelny i jego żywot zbliża się nieuchronnie do końca.
Pytania - brak pytań.
- precyzja - zarówno w detalach (o czym była mowa powyżej) jak i w użytkowaniu. Kiedy kupujesz aerograf z najpopularniejszego serwisu za 150zł z dyszą 0,2 myślisz sobie - hmm wypas maluje, jaka linia hmm. Ale bierzesz go po raz 6,7,8,9 i 10 i widzisz że coś jest nie tak, linia odskakuje, coś chlapie, leci bokiem, coś syczy. Więc zbierasz kolejne 150 zł i wyrzucasz je w błoto, nie była to dobra inwestycja
W końcu denerwujesz się tak mocno że zbierasz 350zł lub 700zł i kupujesz coś z logiem powyżej. Oglądasz jak buty adidasa, głaskasz i używasz, uśmiech rośnie z każdą minutą, ten uśmiech wcale nie opuszcza twarzy gdy robisz to po raz 10,20,30,40,50 i setny. Oczywiście nie zapominasz o czyszczeniu sprzętu, nawet najlepszą na świecie łopatę do kopania rowów możesz zmarnować nie czyszcząc jej. Linia pozostaje taka sama, a czyszczenie nie sprawia takich problemów jak w chinolach, łatwiejszy dostęp do komponentów.
A teraz Adam Słodowy przedstawi budowę porządnego aerografu który sam zmontował z zatyczki od flamastra, korka po winie i ołówka bez grafitu, wszystko działa i jest napędzane siłą woli.
PSZE PAŃSTWA LEJDIS EN DŻENTELMEN
(infinity)
Z pozoru niczym się nie różni się nie różni od innych - też jest w nazwie AIRBRUSH - poprzedzające słowa (nie tylko) zmieniają postać rzeczy.
high quality airbrush
Jak wspomniałem jest z pozoru podobny.
"Podobny bo bliźniak, czym się różnił? Nie miał tej tu brody na tej brodzie, dlaczego? Ciekawi cię dlaczego? Otóż ..."
Otóż wersja którą wybrałem "two in one" ma 2 kubeczki, 2 igły, 2 dysze, nakładkę dystansującą. Dyszki w zestawie to 0,15 oraz 0,4 dość duża rozpiętość jednakże świetnie się uzupełniają. Iglice są również dopasowane do dyszek (0,15 oraz 0,4). Każda dyszka ma osobną koronkę zbudowaną podobnie jak w pistoletach lakierniczych - nie posiada jednak kanałów powietrznych. Koronka jest o tyle dobra, iż nie osadza się na niej pigment w takiej ilości aby utrudniać pracę, jednocześnie cały czas mamy widok na końcówkę iglicy oraz zbierający się nań pigment. 2 kubeczki do wyboru to 2ml oraz 5ml znakomicie się sprawdzają, nie maluję bazami więc nie potrzebuję wiaderka przy korpusie. Dla potrzeb większych powierzchni jest możliwość dokręcenia kubeczka bocznego (external mix) o pojemności 15ml. Wszystkie oringi są pochowane i jedynym który widzę jest oring przy dyszce kiedy rozkręcam infinity do wyczyszczenia.
A co pisze o swoim produkcie producent (firma Harder & Steenbeck - dosłownie 3 ludzi):
"Infinity - inteligentny i elegancki. Wysoki technologicznie aerograf dla profesjonalnych artystów. Nie jest to tylko aerograf o nowym designie, ale również prezentuje inteligentne rozwiązania i ergonomiczną elegancję.
Tylko najwyższej jakości materiały połączone z projektami CAD i technologią CNC stworzyły wysokiej jakości projekt. W aerografie tym duży nacisk położono na łatwość użytkowania, czystość linii, uniwersalność aplikacji, a także łatwość w doborze komponentów. Nowy system regulacji dźwigni spustu oraz skoku iglicy ułatwia dopasowanie do indywidualnych preferencji oraz czyszczenie sprzętu. Infinity jest nowym produktem firmy Harder & Steenbeck dostępnym w wersji "solo" oraz "2 w jednym".
Jak to wygląda od strony bebechów?
Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania postaram się im sprostać.
ENJOY